AGA AGA KsiężniczkaOTH 2015 :) | MADEinENDURO.COM - Long way to become RedBull Romaniacs...

Nasza Aga już doszła do siebie i skrobnęła to i owo o jej prywatnym KOTH…

Musiałam dojść do siebie, aby zrobić małe podsumowanie King Of The Hill Hard Enduro- zawodów w Rumunii. A nie było to łatwe, bo takiej masakry eksploatacyjnej mój organizm jeszcze nie przeżył… Jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, wszystko przebiegało sprawnie bez żadnych problemów. Klimat super, wszyscy serdeczni, pomocni i pozytywnie nastawieni. Impreza trwała 3 dni.

Plan imprezy zakładał: pierwszy dzień – prolog, czyli przejazd po krótkim torze, wyłożonym różnymi przeszkodami, belki, opony, kamienie etc. Kolejny dzień to 80 km jazdy po górach i 12 check point-ów do zaliczenia. 3 dnia zaplanowano 5 okrążeń, po ok 10 km, również w górach. Tyle od strony organizacyjnej, a teraz moje wrażenia…

bike aga

Już kiedy zobaczyłam przeszkody na prologu, pomyślałam, co ja tu do diaska robię… Na szczęście byłam z super ekipą – Rafałem i Marcinem, którzy nie dopuścili do mojej załamki psychicznej. Kolejne dwa dni to była prawdziwa walka, fizycznie i psychicznie najcięższa, jaką stoczyłam w swoim życiu. Nawet nie będę próbowała opisać tego co tam się działo, bo nie da się ubrać tego w słowa, to trzeba po prostu przeżyć. W ciągu jednego dnia targały mną emocje, jakich nie przeżyłam jeszcze nigdy w życiu. Od łez, cierpienia, bólu, niemocy, zwątpienia po ogromną radość, szczęście, wielką siłę, dumę i spełnienie.

Zawdzięczam to wszystko Rafałowi Tomaszewskiemu, przyjacielowi, który poświęcił swój wyścig, abym mogła spełnić swoje marzenie, jakim było dotarcie do mety. Wspierał mnie przez cały, ten arcytrudny, dla mnie rajd. (Zresztą chyba nie nie tylko dla mnie, bo ponad połowa zawodników nie dojechała do mety…) Efekt tego, to 7 godzin ekstremalnego wysiłku i prawie osiągnięty 6 check point, w deszczowych warunkach.

bike aga down

Niestety nie mogliśmy jechać dalej, zostaliśmy ściągnięci z trasy przez obsługę rajdu, z powodu zbliżającego się zmierzchu.

Trzeci dzień, niewiele różnił się od drugiego, poza tym, że byłam już tak zabita fizycznie, że skutkowało to setką gleb i przejechaniem jednego okrążenia, również z ogromną pomocą Rafała i Marcina.

Jedno jest pewne, to był wyjazd mojego życia, podczas którego dałam z siebie wszystko i bardzo dużo się nauczyłam. Dla mnie, to ogromny wyczyn, moje mistrzostwo świata, przełamane bariery i spełnione marzenie. Bo nic w życiu nie liczy się tak bardzo, jak wspaniałe emocje które przeżywamy, fantastyczni ludzie których spotykamy oraz ciągły rozwój i stawanie się lepszym, niż byliśmy dnia poprzedniego. Dziękuję wszystkim, którzy mi pomogli podczas tego rajdu, oraz gratuluję tym, którzy zmierzyli się z tym wyzwaniem i stanęli na starcie.

(Visited 310 times, 1 visits today)

Brak komentarzy

Napisz komentarz