Przemo Kowalski i jego 7me poty o RBR15 | MADEinENDURO.COM - Long way to become RedBull Romaniacs...

Zapraszam do lektury… może kogoś to zmotywuje albo poprostu dzięki temu przełamie się i podejmie decyzje by jednak rzucić wszystko na szalę bo Who dares wins :) 

Jeśli macie ochotę poświęcić trochę ze swojego czasu, to zapraszam do przeczytania mojej relacji z ostatnich zawodów najtrudniejszego rajdu enduro. – Przemysław Kowalski

Red Bull Romaniacs 2015 – moje sportowe marzenie odkąd zacząłem uprawiać hard enduro.

Klasa Bronze

Do tego rajdu zacząłem przygotowywać się ponad rok temu. Wiedziałem, że jego podstawową trudność stanowi przygotowanie fizyczne, dlatego postanowiłem wykorzystać wiele elementów z treningu kolarza MTB. Wielkie podziękowania chciałbym złożyć mojemu przyjacielowi Przemkowi Papieżowi z teamu STREFASPORTU.PL do którego należę za ułożenie treningu oraz jego kontrolę.

Prolog
Cała zabawa zaczyna się we wtorek w dniu prologu. Na ulicach przepięknego miasta Sibiu w Rumuńskich Karpatach zostaje RBR 2015 prologstworzona trasa z przeszkodami, którą należy pokonać w jak najkrótszym czasie. Wiadomo, że jeśli impreza jest firmowana przez Red Bulla to nie będzie łatwo. Tak też było tym razem, tym bardziej, że przed rozpoczęciem zmagań spadł deszcz, co kompletnie zaburzyło mój plan przejazdu. Po prostu nienawidzę wody i drewna. Takie połączenie gwarantuje mnóstwo atrakcji kibicom i tyle samo trudności startującym w związku z brakiem przyczepności.
Prolog ukończyłem na odległej pozycji, po zaklinowaniu się w podwójnym basenie z oponami. To w nim straciłem większość czasu i energii. Najgorsze, że myślałem, że był to próbny przejazd, co okazało się nieprawdą i został on zaliczony jako kwalifikacyjny.

1 Dzień

Start rozpocząłem ze 123 pozycji. Po nerwach i problemach ze snem poprzedzającej nocy starałem się jechać spokojnie lecz niezbyt wolno. Unikałem niepotrzebnego ryzyka i wykorzystywałem swoje najmocniejszą stronę, do których na pewno należą zjazdy. To na nich wyprzedzałem najwięcej rywali i stopniowo zyskiwałem pozycje. Trasa obejmowała wiele single tracków, wiele bardzo długich podjazdów o różnym podłożu oraz kilka trudniejszych i technicznych. Główną trudność stanowiły bardzo strome zjazdy, z którymi radziłem sobie naprawdę dobrze. Pierwszy dzień zmagań zakończyłem na 78 pozycji ze 166 startujących w czasie 5h27m45s

2 Dzień

Według mnie to był najtrudniejszy dzień rajdu. Cała trasa poprowadzona była po dziurawych zboczach gór, RBR 2015 Day2niekończących się podjazdów o podłożu kamienisto-korzenno-ziemistych (strasznie męczyły). Zazwyczał bardzo szybkie sekcje na 3 biegu z wykręconą manetką. Dwa bardzo trudne zjazdy. Niestety nie uniknąłem błędów i raz wpadłem w błotną dziurę, w której straciłem mnóstwo czasu. Wydostac się z niej pomogło mi dwóch Węgrów, którzy przypadkiem przejeżdzali prywatnie motocyklami w okolicy. Drugim błędem było zgubienie śladu GPS i wjechanie w koryto rzeki, z którego nie było powrotu. Musiałem jechać w dół, przedostać się na druga stronę po betonowym murku, z którego jeśli bym spadł mój motocykl na pewno byłby utopiony, a z jego wyciągnieciem byłby spory problem. Straciłem na tym wszystkim co najmniej 30 min. Do mety dojechałem kompletnie wykończony w czasie 5.46,17 na 98 pozycji. Ostatnie 10 km czułem się jakbym był pasażerem własnego motocykla.

3 DzieńRBR 2015 Day3_1

To z pewnością był najszybszy i moim zdaniem najłatwiejszy dzień. Mnóstwo leśnych dróg i zakrętów pokonywantych z dużą prędkością sprawiały olbrzymią przyjemność. Nie żeby było sielankowo, organizator zadbał o 2-3 podjazdy, który potrafiły zmęczyć. Tego dnia było tez sporo jazdy w korytach rzek, które jak wiadomo są bardzo męczące. Generalnie dzień bardzo udany, ukończony w czasie 4.26,25 i 76 miejscu.

4 Dzień

Na porannym hotelowym śniadaniu czuć było zmęczenie wśród zawodników i towarzyszący mu spokój. Mocno we znaki dawały mi się bolące przedramiona oraz dłonie. Na trasę wyruszyłem o 7.55,00 lokalnego czasu we wiosce oddalonej o 45 km od bazy rajdu. Od początku postanowiłem utrzymywać dość wysokie tempo co pozwoliło mi zgubić rywala, który startował ze mną o tym samym czasie. Niewiele później dojechałem do pierwszego Check Pointu. Cała trudność tego dnia rozpoczela się po przejechaniu wspomnianego CP. Na jednym z podjazdów przysiadłem i szukałem większej przyczepności gdy nagle trafiłem na kamień i tylne zawieszenie odbijając wystawiło mi dysk w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Ból był potworny. Cierpiący doczłapałem się do Service Pointu w poszukiwaniu opieki medycznej. Dostałem zastrzyk (nie wiem co to było ale bolał jak cholera ). Po 30 minutach było mi już wszystko jedno i trasa wyglądała na całkiem latwą . Pamiętam jeden bardzo ciężki skalisty odcinek z urwiskiem na skraju rzeki. Wspólnie przejechałem go pomagając sobie z jakimś Riderem z Nowej Zelandii. Na ostatnią górę przed metą dotarłem po ok 4h15 min po czym moim oczom ukazał się zaje…… długi i stromy podjazd. Pozwoliłem aby zaczął go gość, który podjechał chwilę za mną. Ruszył i po 50m skapitulował wywracając się. Nie wahając się wystartowałem i po pierwszej technicznej półce chwyciłem taką przyczepność, która zaprowadziła mnie aż pod sam szczyt góry. Niestety nie udao się i przewróciłem się spadając ok 10 m w dół z motocyklem do chicken line’a. Na koniec zostały tylko belki w błocie oraz drewniane podesty i moim oczom ukazała się meta. Byłem wykończony…

Romaniacsa zapamiętam jako najlepszą enduro imprezę swojego życia. Ogrom pracy, wyrzeczeń swoich oraz rodziny opłaciły się. Już chcę tam wrócić. Wszystkim będę polecać te zawody, niezapomniane miejsca oraz ludzi, których się poznaje. Atmosfera, która panuje wśród startujących jest czymś wyjątkowym, każdy jest dla siebie serdeczny i pomocny. Do zobaczenia w Rumunii!

RBR 2015 finisher

A tak od siebie dodamy że na MIE jest jeszcze jeden opis RBR 11 bardziej obrazowy ale nie tak szybki oraz nie zakończony sukcesem :)

(Visited 238 times, 1 visits today)

Brak komentarzy

Napisz komentarz