6 styczeń idziemy, co będzie to będzie…

No i było jak wyproszone gdzieś  tam na górze :) Swen podał termin z czapy i trafił jak fix… Dopisała nam pogoda na wypad. Mieliśmy już akcje z 4C i deszcz a teraz -15C i mnóstwo śniegu :)

Pokrótce to godzina 1600 zaczyna się ściemniać a my wtedy wrzucamy plecaki na pakę i ruszamy w kierunku obojętnie jakim byle było z dala od cywilizacji. W plecakach mamy to co zawsze czyli racje wojskową żeby coś zapodać na ruszt, śpiwór, coś do rozpalania ognia i szeroko pojętego cięcia…

Paka zostaje gdzieś bez znaczenia i jest tylko zapisany punkt GPS żeby wiedzieć gdzie wracać… :) i ruszamy sobie na nogach obojętne gdzie przy czym czasami ma to jakiś historyczny podtekst… :)

Pogoda nie ma znaczenia może padać może być mróz…

Czasami budzisz się a tu od wydychanej pary w w bivi odkłada się lód :)

Ale to bez znaczenia bo jesteśmy przygotowani i robimy wszystko będąc oparci o pewne zasady.

Tym razem było zimno. Podobno nawet 7 osób tej nocy zamarzło i już ich nie ma, ale faktem też jest że przygotowanie robi w tym biznesie różnice.

Miałem plan żeby zadzwonić do TVN24 i powiadomić gorącym newsem że oh… ludzie zasypiają w lesie i co teraz będzie… jest zimno i jest ciemno i tak jest inaczej niż w domu :P

Cały cwancyk polega na tym że będąc przygotowany fizycznie, technicznie, sprzętowo i psychicznie minimalizuje się extrem praktycznie do 0. Jedyne co, to więcej spraw staje się możliwych do zrobienia i coraz mniej jest takich co by wydawały się dziwne.

Jeśli ktoś by chciał się dołączyć do naszych przygód i się czegoś nauczyć albo nauczyć nas czegoś to zapraszamy do kontaktu.

Ps. Wiedziałem żeby sobie zapakować buty do śpiwora żeby nie zamarzły przez noc ale zapomnieliśmy o butelkach z wodą. Dzięki temu mieliśmy lód do drinków a nie wodę na gorącą kawę :)

(Visited 190 times, 1 visits today)

Brak komentarzy

Napisz komentarz