Enduro wiosna panie sierżancie…

Ze Swenem poczuliśmy już wiosnę… 4×4 z buta i na 2oo i to wszystko jednego dłuuuuugiego dnia :)

Najpierw 4×4 przez fopa Swena zaoraliśmy komuś bezczelnie pole… przy czym stwierdzam że Hilux Blue Arrow działa wyśmienicie z minimum modyfikacji… (chodzi o okolook wyrzucanie kasy w błoto). Potem z buta parę km nocą na szage i z plecakami żeby nie było za łatwo, przy czym tym razem mieliśmy cel dotrzeć do miejsca gdzie ostatnio zostawiliśmy kuchenkę. Kuchenka jeszcze leżała na drzewie przypominającym odwrócone krocze :)

Potem jak zwykle trzeba zatroszczyć się o ogień… i tu był zong bo się okazało że ktoś nam zrobił na naszym starym ognisku śmierdzącą niespodziankę po której trzeba było buty wycierać… Noc na zaskoczyła :) Miejsce znaliśmy pod względem dostępności odpowiedniego drzewa tak więc w 1 min i parę dodatkowych sec mieliśmy miło i cieplutko do tego stopnia że w jednym łykiem zniknęły piersiówkowe zaskórniaki :) Widzę z doświadczenia że nie problem jest z rozpaleniem ogniska, problem jest żeby je utrzymać. Zawsze to troche pracy, czasu zajmuje i nie zawsze się udaje…

Dodatkowo co do obozowania to tym razem w końcu Swen się wyluzował i nie rozbił zadaszenia nad głowę. Ja już tego nie robię od jakiegoś czasu, ponieważ skoro ma nie padać to po co to robić. Druga sprawa to to że i tak jak idziemy spać to nie pilnujemy ognia więc cały bajer z ekranami itd… w tym wszystkim odpada.

Z rańca Swen że spać nie może to przyjęło się jako standard że musi odpalić na nowo ognisko. Chwała mu za to bo na spokojnie można sobie podgrzać herbatę i np jakiś gulasz angielski… :)

Zgodnie z odgórnymi wytycznymi o godzinie 0900 musieliśmy być z powrotem by wykonać pewne czynności zwane przyziemnie obowiązkami. Droga z buta w świetle dziennym jest miła i szybka. W nocy jest tylko miła…  Po drodze można napawać się widokami… oraz odkrywać nowe niezbadane jeszcze domy handlowe :)

Najbardziej wkurzające są miejsca jak poniżej na fotografii. SYF aż piszczy… Indie przy tym widoku to pikuś… Śmieciarze i syfiarze powinni skrzyżować nogi i się puknąć w głowy. Apel… Chcesz robić syf pacanie to rób u siebie w domu. Nie wynoś swoich tępych i prostych zwyczajów poza swój barłóg… Proste? Wykonać… Że niby enduro niszczy i przeszkadza… Przecież to szkoda gadać nawet o tym :(

Koniec jęczenia o syfie zostawionym przez ludzi potępiających enduro… Przyszedł czas na szybką zmianę środka transportu na 2oo i szybka akcja wypadu nad otwarte morze. Powoli sobie łykałem kilometry trochę na czarnym i trochę po szutrach żeby aktywnie dokończyć dzień.

Tu muszę wspomnieć o jednej sprawie. Ostatnio pisałem o rozważaniach przed zakupem opon enduro które będą pasowały na ciężkie moto, nie będą miały ceny z kosmosu a będą gryzły błot jak zwykłe opony do lekkiego enduraka. Mój wybór padł na Mitas Rockrider. Nie mogłem już patrzeć a co więcej jeździć na tych badziewiakach E09 o których wszyscy pieją z zachwytu.  Tu jest prawda o rock riderach… Skończyła się droga i trzeba było pojechać po mokrym, błotnistym i śliskim polu tak z 1km na oko. I co? I ogień z pełnym trzymaniem i przodu i tyłu. O zaklejaniu się opony i ślizganiu nie kontrolowanym przedniego koła mogę zapomnieć przy czym widzę że pomimo tego że po asfalcie też parędziesiąt km zrobiłem to jakoś śladów wycierania nie widać. Rockrider ma rozmiar na koło 18 i 140 szerokość przy czym inne opony w podobnej klasie cenowo nie mają!! Trzyma się gleby jak opona crossowa i do tego się nie ściera w oczach. Czego więcej do szczęścia potrzeba.

Tak więc reasumując te wszystkie za i przeciw oraz akcje przemieszczania się z miejsca na miejsce różnymi sposobami stwierdzam oficjalnie co następuje…:

Ps. Kuchenki survivalowej na drzewie już nie ma. Następnego dnia została przechwycona przez jednego płetwonurka :) Podobno zostawił dla nas wiadomość więc trzeba będzie się tam w weekend odmeldować z powrotem.

Categories
KTM 530 ZXX

Brak komentarzy

Napisz komentarz